Weekendowy wypad do znajomej na wieś cz. 1

Ładna pogoda, a więc postanowiłem odwiedzić znajomą w jej rodzinnej miejscowości. Znajoma 21 lat, szczupła blondynka 🙂 Ogólnie ubiera się na sportowo.

Posiedzieliśmy u niej w domu, i w końcu zaproponowała żeby pójść do ogródka, ma tam czereśnie między innymi, możemy zjeść. Ponieważ zakładałem e jak zwykle pójdzie ubrana na sportowo, to nie wyczuwałem żadnej ciekawej sytuacji. Jakże byłem w szoku, jak zobaczyłem że wśród mnóstwa damskich delikatnych sportowych butów, stoją klasyczne drewniaki, i zaczyna wsuwać w nie swoje stópki! Klasyczne, ale różowe, także bardziej dziewczęce. Po wsunięciu delikatnych bosych stópek do nich, jak stuknęła nimi o podłogę, myślałem że eksploduje! Widziałem część jej stópek, i wiedziałem co by się stało, jakby coś przez nieuwagę wpadło pod te drewniaki…

Dopiero jak wyszliśmy zadałem pytanie czemu akurat te założyła, że to do niej nie podobne. A ona mi na to, że żeby zerwać czereśnie trzeba wejść na drabinę, a te są bardzo sztywne i dzięki temu dają olbrzymi komfort. I spojrzała na mnie, i powiedziała że współczuje mi stania dłużej na drabinie w moich.

Nakręciła mnie tym strasznie, delikatna, szczupła blondynka, mająca na bosych stopach takie drewniaki… I to specjalnie założyła żeby chronić i dać komfort swoim stópkom… Byłem w niebie.

Doszliśmy na miejsce, pogadaliśmy, powiedziałem że może pierwsza wdrapać się na drabinę, ja potrzymam drabinę jakby miała się przewrócić, a jak będzie ok to do niej dołączę. Zgodziła się, zaczęła wchodzić, jak miała już nóżki powyżej moich oczu, zobaczyłem podeszwy… Napewno przed chwilą rozgniotła nimi kilka czareśni! Widać było kila świeżych plam, ale i sporo plasku jak i parę drobnych kamyczków. Nic pewnie nie poczuła… I te bose stópki w środku… Nie mogłem się napatrzeć. A ona tylko szukała owoców, wgl nie przejmowała się tym co miała pod butami.

To by było na tyle z pierwszej części, wybaczcie ale nie jestem w stanie opisać całości na raz 😉 A później dopiero zaczęło się dziać…

Glany ciąg dalszy

Sytuacja może jakiś tydzień po poprzednim. Agata zaczela chodzić w tych glanach na lekcje. Siedzieliśmy na ang. Siedziala dokladnie za mną. Cos tam wczesniej sie przekomarzala ze mnie kopnie itp. Ale (niestety) tego nie zrobila. W pewnym momencie spadl jej długopis pod moje krzesło. Ja chciałem cokolwiek zrobić żeby mnie kopnela badz cos takiego. Zabrałem szybko ten dlugopis i powiedziałem ze nie oddam. I wziąłem rękę z długopisem za siebie, i za plecami tak jakby zwiesilem za krzeslem. Tak ze dlon mialem na wysokości krawędzi siedziska. Drewnianego. Myślałem ze zacznie kopać. Krzesło. Nie przewidzialem ze przysunela sie bliżej lawki, i docisnela mo butem dlon do tej krawędzi siedziska. Docisnela mega mocno i zaczela przekrecac w lewo i w prawo. Nie wiedziałem ze to tak boli! Teraz juz sobie mogę wyobrazić jak czuje sie taki pet rozgniatany i gaszony takim butem. W odruchu zacząłem próbować druga reka sciagnac bezwzględnego oprawce mojej drugiej ręki. A Agata sie zasmiala i powiedziała żebym nawet nie próbował, bo ona tego nawet nie czuje. Nie czuła ze próbowałem wbić paznokcie w jej buta z wierzchu żeby go ściągnąć z mojej reki! To, jaki bol zadala mi jej delikatna stopka, i z jakim niewinnym uśmiechem to zrobila, ciężko jest opisać. W każdym razie jak postawila noge na podłodze, aż się przestraszyłem widząc zmasakrowana dlon. Cala czerwona, z dokładny odciskiem jej podeszwy. Oddalem długopis, i później z olbrzymim respektem jak i podnieceniem patrzylem na nia, i na jej buty. Ona nawet sobie chyba nie zdawała sprawy jak to bolalo, bo skoro jej delikatna stopka nawet nie czuła próby podniesienia buta w ktorym byla, to i pewnie nie zdawała sobie sprawy jak mocno miazdzy ten but to, co jest pod nim. Caly incydent byl dla niej tak nic nie znaczący, ze zartowala zaraz, wgl o nim zapomniala. A mnie ręka bolala do konca dnia…

 

Trampek