Nauczycielka

Mój fetysz zaczął się już w liceum. Jedna z nauczycielek krążyła po placu przed szkołą, szukając miejsca na zaparkowanie samochodu. Akurat uczniowie schodzili się już do szkoły, a ja stałem na podwórku, patrząc na jej manewry. Była bardzo młoda i seksowna, a dla 16-latka wręcz niedościgniony obiekt westchnień. Czekałem cierpliwie, aż zaparkuje, żeby zobaczyć jak jest ubrana i ogólnie nacieszyć oczy przed lekcjami. Cofała akurat w stronę zsypu na węgiel, do którego parę dni wcześniej woźny zrzucił go kilka ton. Patrzyłem, jak koła jej samochodu zbliżają się do kilku czarnych bryłek, które leżały na ziemi i poczułem wielkie podniecenie. Nie miałem wtedy pojęcia o „crush fetish”, ale gdy usłyszałem trzask pękającego węgla i zobaczyłem, jak rozsypuje się na proszek pod ciężarem jej samochodu, to poczułem na twarzy falę gorąca. Do tego wszystkiego zatrzymała samochód, stając jednym kołem na kratce, przykrywającej ten zsyp. Metal ugiął się lekko pod naciskiem koła, a pani Ania wysiadła ze swojego Fiata, ukazując moim oczom długie, zgrabne nogi oraz drobne stopy, widoczne niemal w całości między paskami jej sandałków. „Ty jeszcze nie na lekcji?” – zapytała mnie. Gdyby była facetem, pewnie wiedziałaby, jak trudno się idzie, będąc podnieconym na maxa.

Glany

Druga opisywana sytuacja miała miejsce w ostatniej klasie podstawówki. Ta sama dziewczyna (miała jakies upodobanie do twardszych butów, i lubila z nich korzystac jak juz miała je na nogach. To miedzy innymi ona rozwinęła we mnie takie zainteresowania) z pojawieniem sie pierwszego śniegu, przyszla w glanach. Ale nie takich zwykłych. Podeszwa byla wazka, jak w normalnych butach, nie taka szeroka jak w klasycznych glanach. Ale za to byla znacznie wyzsza. Jak i podwyższenie pod pieta bylo bardziej znaczące. No i byly cholernie twarde, o czym sie później przekonałem 🙂 Jednak niezwykle kobiece jak na glany.

Pierwszego dnia pamiętam jak po zajęciach przebieralismy sie w szatni, i ona jakos jako jedna z pierwszych poszla. Zalozyla tylko wspomniane buty, i zapytala się kolegi które to jego buty. Po czym weszla na nie, poprostu je miażdżąc pod swoimi, i ze śmiechem uciekla. Mimo ze byly to zimowe buty, to sie troche pozaginaly po tej przygodzie. Po chwili wrocila, cos się tam poprzekomarzali, ja juz nawet nie sluchalem tego, modlilem sie żeby jeszcze cos nimi zdeptala, tak mnie to zafascynowalo. Jak zaczela zakladac kurtkę, polozylem niby przypadkiem za sobą mandarynke, ktora została mi po obiedzie. Niestety omijala ją, nie udalo mi sie tak ułożyć żeby ją zdeptala. Wyszliśmy ze szkoły, cos tam gadając z nią. A ona szczesliwa z nowych butów weszla w zgarniety śnieg zostawiają bardzo głębokie ślady z idealnym odciskiem jej bieznika. Ja w momencie upiscilem w pobliże tego śniegu mandarynke, licząc na to ze tym razem uda mi się. Powiedziałem jej cos w stylu „ciekawe czy nie szkoda będzie Ci tych pięknych butów na to”. Podchwycila to w moment i od razu stanela rozplaszczajac ją i bezlitośnie wgniatajac w śnieg, przeniosła ciezar na tamta noge jakby poprostu szla dalej, zrobila krok dalej juz jakby nic nigdy sie nie stalo, a ja poczułem mega podniecenie widzac tak mocno wdeptana rozpryśniętą mandarynke w snieg jeszcze z odciskiem jej traktorowatej podeszwy. I to jeszcze wszystko z taka lekkością zrobila… I na dokładkę obrocila sie, spojrzała sie na to co zostalo w sniegu, i powiedziała takim niewinnym dziewczęcym glosikiem, ze takich rzeczy to ona nawet nie czuje. Poniewaz byla to juz ostatnia klasa podstawówki, mój organizm juz wiedział co to wzwód. Chciałem jeszcze tylko zobaczyc jak wygląda jej podeszwa ubrudzona resztkami tego owoca, jednak nie dane bylo mi tego doświadczyć. Obrocila sie w swoja stronę i poprostu odeszla w str swojego domu. Zostawiajac więcej odcisków swoich boskich butów. Jeszcze chciałem zabrać to co zostalo z mandarynki, i nee wiem, zjeść albo cos, ale ludzie wychodzili ze szkoły i spanikowalem. Cala sytuacja na mega dlugo zostala mi w pamięci…

Trampek

Jak to się zaczęło

Pierwsze doświadczenie jakie pamiętam to wycieczka w podstawówce w góry. Nie będę używał prawdziwych imion, żeby ciężko bylo przypadkowo pozwiazac mnie z prawdziwa osoba uczestniczaca w tych zdarzeniach.

Wchodziliśmy na jakas niewysoka gore, przez las. Pamiętam jak narzekalem ze bola mnie nogi, bo jakies mini kamienie i ogólnie nierówności. Agata (wysoka, ładna, wysportowana dziewczyna z długimi włosami) miała na nogach mniej więcej takie sportowe buty Adidasa, na nieco grubszych pdeszwach niż cala reszta wycieczki. I jak uslyszala narzekanie, odezwała sie do mnie ze ona ma w swoich butach na tyle twarde podeszwy, ze nie czuje po czym idzie, wzbudzając we mnie zazdrość. I jakby na potwierdzenie stanela jednym butem na leżącym patyku, łamiąc go gruba i twardą podeszwą, i odzywając sie „ups, chyba cos zdeptalam, w sumie gdyby nie trzask to bym nawet nie zauwazyla”. Przez resztę wycieczki z zazdrością i zafascynowaniem podziwialem jak jej buty wdeptywały jakies kolejne galazki i inne rzeczy, jakie znajdują sie na leśnych ścieżkach. I podziwialem jak nieświadomie zostaje a to troche blota, a to jakies inne ślady na jej ślicznych białych podeszwach, a ona sobie zupełnie nie zdawala z tego sprawy.

Trampek